Srebrne pudełko cz. 2

W  rozdziale 1

Sowa Huhatka w nocy spostrzegła  nad leśną polaną  tajemnicze światło, które spadło z nieba niczym gwiazda, po czym zmieniło się w srebrne pudełko.

Huhatka usilnie próbowała sama rozwikłać zagadkę pochodzenia dziwnego przedmiotu, lecz pudełko ukryło się przed nią w krzakach leśnych malin. Nie mogąc go znaleźć postanowiła, że rano powie o nim  swoim przyjaciołom, żółwiowi Tuptusiowi i jeżykowi Pikusiowi. Miała nadzieję, że pomogą jej odnaleźć jakiś trop.

Nazajutrz po przeszukaniu polany zwierzęta stwierdziły, że niczego niezwykłego nie ma i zaproponowały Huhatce,  udanie się do ich wspólnego przyjaciela, księcia Filipa, który na pewno znajdzie rozwiązanie zagadki. Huhatka nie była przekonana do tego pomysłu. Nie miała już pewności, czy nocna przygoda nie była tylko snem….

 

Rozdział 2

Jednak nie był to sen. Srebrne pudełko w postaci światła powędrowało dalej do pewnego królestwa.

Wylądowało na zamku, w sypialni, tuż obok łóżka księcia Filipa. Gdy wygodnie ułożyło się na dywanie pośród zabawek chłopca, zaczęło wirować, drżeć, błyskać różnymi kolorami, aż wreszcie zamieniło się w małego srebrnego przybysza. Stworek wyglądał na zadowolonego i z pewnością niegroźnego. Może nawet był nieco zabawny.

 

Miał prostokątną srebrną głowę i nieco większy od niej brzuszek, z którego wychodziły, niczym sprężynki, małe ręce i nogi. Wzrostem przypominał konia na biegunach, stojącego pod szafą w pokoju księcia. Na głowie przybysza umieszczone były dwie antenki oraz oczy, czarne jak noc. Zamiast uszu miał okrągłe pokrętła, a zamiast buzi – listewkę ze światełkami. Gość rozglądał się dokoła siebie i wydawał ciche pomruki. Filip  przebudził się, a ponieważ nie wiedział, co się dzieje, schował się pod kołdrę, spod której wystawała tylko jego głowa.

Obserwował pokój. Stworkowi najwidoczniej spodobały się zabawki chłopca. Zaczął  bawić się kolejką elektryczną i przyczepionymi do lokomotywy wagonikami. Być może nigdy jeszcze nie widział takiego pojazdu. Przyciskał guzik, który uruchamiał kolejkę i obserwował, jak zabawka jedzie po ułożonych na dywanie torach. Cieszył się przy tym i klaskał w swoje srebrne, kosmiczne łapki.

Książę po chwili obserwacji stwierdził, że nie ma się czego obawiać, więc wyszedł spod kołdry.

Choć nie spodziewał się gościa o tej porze, spodobało mu się towarzystwo stworka. Usiadł niepostrzeżenie za plecami gościa i razem z nim patrzył na jeżdżącą w kółko kolejkę. Przybysz zaczął poruszać również inne zabawki księcia – zdalnie sterowane autko i elektryczne samoloty. Wszystko to sprawiało mu wielką radość.  Wreszcie zorientował się, że nie jest w pokoju sam. Gdy zobaczył Filipa, natychmiast zmienił się w nieruchome, srebrne  pudełko. Chłopiec wziął je do ręki i dokładnie obejrzał. Jak to możliwe, że robot, wielkości małego chłopca, zmieścił się w pudełku wielkości kartki do rysowania?

-Halo, stworku, nie bój się mnie- powiedział, głaszcząc delikatnie srebrny przedmiot. – Kimkolwiek jesteś, bardzo cię polubiłem. Pobaw się jeszcze ze mną- poprosił książę.

 

Stworek chyba zrozumiał słowa chłopca, gdyż po chwili znów zawirował, zabłysnął i stanął jako robot, kosmo-ludek, migocząc przy tym kolorowymi światełkami.

Filip podał mu swoją rękę na przywitanie, jak to ludzie mają w zwyczaju. Stworek najpierw popatrzył na dłoń chłopca, a potem wyciągnął do niego swoją. W tym momencie zaiskrzyła pomiędzy nimi przyjaźń.

– Cześć! Jestem Filip. Mieszkam w tym zamku- przedstawił się chłopiec. – A ty kim jesteś? Przybysz jednak nie mówił w ludzkim języku. Pomigotał światełkami, jakby chciał coś wyjaśnić. Niestety, książę tego nie zrozumiał.

– Z pewnością chcesz mi  coś powiedzieć. Szkoda, że nie znam kosmicznego- stwierdził smutno Filip. W jaki sposób ma porozumieć się z gościem, skoro nie mówią tym samym językiem?  Chłopiec patrzył na stworka z niepokojem. Na szczęście przyszedł mu do głowy znakomity pomysł!

– Wiem!  Musimy umówić się na jakieś znaki! – zawołał. – Na przykład zamrugasz raz na tak, a dwa razy na nie. Zgoda?

Stworek zamrugał raz. Zatem książę zaczął go wypytywać o różne rzeczy.

Na przykład, czy jest z kosmosu, czy ma jakieś imię, czy był na Ziemi już wcześniej? Przybysz migał światełkami, odpowiadał na pytania chłopca. Bardzo  starał się wyjaśnić przyczynę swojej wizyty na zamku. Na próżno. Nadeszła bowiem pora śniadania i królowa Patrycja zawołała chłopca do jadalni.

-Muszę cię schować, stworku – stwierdził książę, słysząc kroki swojej mamy. – Lepiej, żeby nikt cię nie zobaczył. Robot zamrugał raz i wirując zmienił się w srebrne pudełko. Filip włożył je do szafki, w której trzymał stare klocki i inne zabawki.

-Tutaj będziesz bezpieczny, nikt do tej szafki nie zagląda- powiedział mu na pożegnanie.

– Synku, śniadanie czeka, chodź, bo się spóźnisz!- zawołała królowa przez drzwi. Po śniadaniu chłopiec musiał pójść do szkoły, więc nie mógł bawić się z przybyszem. Jednak przez cały dzień o nim myślał.

Miał ochotę opowiedzieć swoim kolegom o dziwnym gościu, lecz stwierdził, że to nie jest dobry pomysł. Który z chłopaków uwierzyłby mu? Chyba żaden. Albo, co gorsze, wszyscy chcieliby zobaczyć kosmo -ludka, dotknąć, pogłaskać.  Przybysz z pewnością przestraszyłby się i uciekł. Książę nie mógł się doczekać końca lekcji. A gdy wrócił do zamku, dowiedział się, że czeka na niego niespodzianka.

-Filipie, masz gości!- zawołała wesoło królowa Patrycja.

-Gości? Jakich gości? – chłopiec przestraszył się, że jego stworek wyszedł z szafy i wszyscy już o nim wiedzą. Popędził do pokoju, otworzył drzwi i zobaczył swoich starych znajomych… Huhatkę, Tuptusia i Pikusia. Odetchnął z ulgą.

– Witaj Książę!- zawołały zwierzęta.

– Witajcie! Jak dobrze, że jesteście – przywitał się książę.

-Słuchaj Filipie, mamy zagadkę do rozwiązania. Potrzebujemy Twojej pomocy! – zaczęła tajemniczo Huhatka.- Ostatniej nocy w naszym lesie pojawiło się dziwne światło…

-Ciiiii, nie mów tak głośno, bo jeszcze moja mama usłyszy-  chłopiec uciszył przyjaciółkę, kładąc  palec na jej dziobie.

-Czy ty coś o tym wiesz?- wymamrotała zaintrygowana sowa.

-Hmm, być może- odparł tajemniczo i zaczął czegoś szukać w szafce. Wyjmował klocki, stare autka, gry i puzzle, ale nie znalazł tego, czego szukał. Srebrne pudełko, które tam włożył kilka godzin wcześniej, zniknęło. Do tego wydało się chłopcu, że w szafce jest teraz mniej zabawek niż rano.

-Nie ma, jak to możliwe?- zapytał sam siebie.

-Czegoś szukasz?- zapytał Tuptuś, wiedząc, że chłopiec wyjmuje coraz więcej rzeczy z szafy i odkłada na bok.

-Taaak…- doparł Filip tajemniczo. – Słuchajcie, musimy wyjść z pokoju. Chodźmy do biblioteki, poszukamy książek o kosmosie.

-Świetnie! zawołał Tuptuś, który uwielbiał czytać.

Przyjaciele wyszli z pokoju dziecka i po chichu przeszli do ogromnego pomieszczenia, w którym rodzice księcia trzymali swój księgozbiór. Było tam tyle książek, że można było nimi obdarować kilka miast i miasteczek i jeszcze  sporo  by ich zostało.

Jednak zbiory te nie były przeznaczone na prezenty. To  mądre księgi, zbierane przez wiele królewskich pokoleń. Służyły do nauki nie tylko Filipowi, ale jego rodzicom, dziadkom, pradziadkom i prapradziadkom. W bibliotece, oprócz książek, znajdowały się też portrety poprzednich monarchów, zawieszone na ścinanie. Przypominały o dawnych właścicielach zamku i  księgozbioru.

-Tutaj są książki o kosmosie- Filip wskazał górne półki, niemal pod samym sufitem. – Poszukajcie informacji o przybyszach z innych planet, a ja muszę znaleźć pewne pudełko.

– Pudełko? – zaciekawiła się Huhatka.

-Tak, ale to nic takiego. Poczytajcie książki, zaraz wracam!- chłopiec wybiegł z pokoju, zostawiwszy przyjaciół pośród półek z książkami, które tylko sowa mogła wyjąć i dostarczyć czytelnikom na stolik.

Filip zaś zaczął poszukiwać srebrnego pudełka, które tak samo, jak tajemniczo się pojawiło, tak i przepadło.

Książę zajrzał do salonu, jadalni, pokoju dla gości, sali tronowej, gabinetu taty i sypialni rodziców, ale nigdzie tam nie zobaczył swojej zguby. Bardzo smuty i zrezygnowany postanowił wrócić do przyjaciół, aby im o wszystkim opowiedzieć.  Po drodze wszedł jeszcze do kuchni. Chciał napić się lemoniady i poczęstować nią swoich przyjaciół. Nalał napój do szklanek, które postawił na tacy. Kucharka królewska odgadła, co chłopiec zamierza zrobić.

– Książę pozwoli, że ja zaniosę?- kobieta zabrała tacę z napojem i ruszyła w kierunku biblioteki. Chłopiec poszedł za nią, powłócząc nogami. Był rozczarowany i milczący.

-Książę chyba powinien zrobić porządek w szafach- zagaiła rozmowę kucharka.- Królowa znalazła dziś tam mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, starych zabawek i pudełek- stwierdziła kobieta, otwierając wielkie i ciężkie drzwi do biblioteki.  To prawda, że w szafce chłopca czasem zakradał się bałagan, lecz jemu to nie przeszkadzało. Zawsze potrafił znaleźć to, czego szukał. Aż do dzisiaj.

-Powiedziałaś pudełek??- Filip rozjaśnił się na tę wiadomość.

-Tak, całe mnóstwo zabawek i pudełek… Tak powiedziałam. Widziałam, jak królowa z pokojówką wynosiły je z twojego pokoju, książę.

– Moja mama i pokojówka? Wyniosły? A dokąd?- zaaferował się chłopiec.

-Hmm… Tego  już, niestety,  nie wiem. Smacznego. Pijcie na zdrowie – powiedziała kucharka i postawiła tacę na stoliku obok książek. – Tylko nie zalejcie kartek lemoniadą! – pouczyła przyjaciół i wszyła.

-Słuchajcie, to bardzo ważne! Musimy odnaleźć pewne pudełko! Moja mama dziś je wyniosła z szafy i gdzieś wyrzuciła!- zawołał bardzo zdenerwowany książę. – Chodźcie za mną!

-No właśnie o nim chciałam ci powiedzieć!- wykrzyknęła Huhatka i porzuciwszy wielką księgę kosmosu, poleciała za biegnącym księciem. Tuptuś i Pikuś wybiegli za nimi najszybciej, jak mogli.

– To mój przyjaciel, mały stworek z innej planety!- wykrzykiwał co chwilę chłopiec, otwierając drzwi do różnych pokoi królewskich.

-Ja też widziałam to pudełko! Schowało się przede mną gdzieś na polanie dzisiejszej nocy! – wołała za nim sowa, lecz Filip jej nie słyszał. Za bardzo był przejęty poszukiwaniem. Przyjaciele zbiegli po wielkich zamkowych schodach w stronę wyjścia.

-Nie wie pan, gdzie jest moja mama?-  chłopiec zapytał stojącego na korytarzu lokaja.

– Owszem wiem, książę. Królowa ma bardzo ważne spotkanie z ministrami, teraz nie można jej przeszkadzać- odparł spokojnie służący.

– To niedobrze. A nie wie pan może, gdzie są moje stare zabawki i pudełka, które  królowa wyniosła dziś z mojego pokoju?

– Obawiam się, że nie, książę… – westchnął lokaj. Jednak po chwili przypomniał sobie… – Widziałem, jak pomoc kuchenna pakuje jakieś rzeczy do worka, zapewne w celu wywiezienia.

– Worek? Gdzie?- wypytywało dziecko, zapominając już o dobrych manierach.

– O ile się nie mylę, może stać przy drzwiach kuchennych, książę- tłumaczył spokojnie lokaj.

-Biegnijmy do kuchni! To w tamtą stronę! – zawołał Filip do zwierząt i popędził pierwszy. Tuptuś i Pikuś za nim nie nadążyli, choć bardzo starali się nie zgubić w długich korytarzach zamku.

-Musimy się pośpieszyć, bo ktoś może wywieźć moje zabawki i mojego przyjaciela! – książę poganiał Huhatkę.

-Lecę szybko i sprawdzę, czy jest tam ten worek! – krzyknęła sowa i poszybowała po korytarzu w stronę kuchni. Jednak przy kuchennych drzwiach niczego już nie było.  Służąca właśnie oddała duży i ciężki worek ogrodnikowi. Nie miała pojęcia, że wśród starych zabawek jest coś bardzo cennego dla następcy tronu. Widziała, jak ogrodnik niesie wór w stronę auta posłańca.

– Gdzie jest worek?- zapytał Filip, gwałtownie wbiegając do kuchni. Przestraszona pomoc kuchenna wskazała palcem ogród i nieśmiało odpowiedziała:

– Tam, proszę księcia Filipa.

Chłopiec wybiegł na dwór, a sowa poszybowała za nim.

-Książę, nie można wybiegać do ogrodu bez kurtki!- wołała służąca, lecz książę nie słyszał. Biegł co tchu w stronę ogrodnika! Huhatka mu towarzyszyła, lecąc nad jego głową.  Pędzili, ile sił. Jednak ogród królewski jest bardzo duży, a droga dojazdowa po jego drugiej stronie. Nie zdążyli. Gdy dotarli, ogrodnik już oddał worek posłańcowi, który miał zawieźć zabawki innym dzieciom w mieście. Auto ruszyło.

-Nie możemy pozwolić mu odjechać ! – krzyknął chłopiec.

– Polecę za nim i go zatrzymam!- zaaferowana Huhatka, mocno zamachawszy skrzydłami, odleciała.  To jednak nie był dobry pomysł. Posłaniec, kierując autem, myślał, że sowa chce mu zrobić krzywdę. Dlatego zaczął przed nią uciekać. Jechał coraz szybciej.

Nie patrzył na drogę i wjechał najpierw w pole kukurydzy, z którego na szczęście szybko się  wydostał. A potem, pędząc dalej po kamieniach i wąskich uliczkach, wpadł na plac, gdzie stały rozłożone stragany z warzywami, ubraniami i słodyczami. Worek z zabawkami Filipa leżał na wielkiej stercie różnych rzeczy – paczek, walizek i innych mniejszych worków.

Posłaniec nagle zahamował, aby nie wjechać w ludzi. Worek wypadł z przyczepy  auta i pokoziołkował w powietrzu, a potem upadł na ziemię. Dzieci na rynku od razu to spostrzegły. Z ciekawością podbiegły i otworzyły wór. Zajrzały do środka. Ich oczom ukazał się miły widok!

cdn…

 

Jeśli nie znasz 1 rozdziału, kliknij tutaj !

Już teraz możesz  spędzić czas wspólnie z dzieckiem i bohaterami bajki! Niespodzianka, kolorowanka Srebrne pudełko autorstwa Lidii Szwabowskiej do pobrania za darmo! Zróbcie zdjęcie Waszym pociechom i przyślijcie do Bajkogrodu. 

 

Mój syn już kolorowankę przetestował ?

 

Dołącz do grupy na fb bajki opowiadam !

11 thoughts on “Srebrne pudełko cz. 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *