Rozdział 13. Pan Titido i morskie stwory


W poprzednich rozdziałach

Pan  Titido i jego kot żyli sobie spokojnie w swoim domu nad rzeką Błękitką. Pewnego dnia zawitali do nich niespodziewani goście- Trelinki, małe zielone istoty, zrodzone z mchu w blasku księżyca. Potrzebowały pomocy, bo ich Osada była zagrożona przez najazdy złego szczura, Korkola, który zabierał im zapasy.  Potrzebowały eliksiru swoich kuzynów z Półwyspu Wichrów, a Pan  Titido i jego kot mieli pomóc im dotrzeć do celu. Podczas sztormu przewróciła się ich mała łódka i zgubiły się potrzebne im do nawigacji magiczne przedmioty- mapa i kompas. Dzięki pomocy misiów Kuki oraz Starego Merta -Ducha Lasu, otrzymały magiczne drewno, aby zbudować  nową łódź i ruszyć w dalszą podróż.

Gdy Pan Titido z resztą załogi dotarł na brzeg, nowa łódź już była niemal gotowa.  Magiczne drewno układało się tak, jakby samo tę łódź  budowało. Duże i ciężkie kawałki drewna gięły się i rozciągały dokładnie wtedy, gdy konstrukcja tego potrzebowała.

Pan Titido westchnął zachwycony na widok statku, a co dopiero Trelinki! Jeszcze nigdy nie wdziały takiej łodzi! Dużej, stabilnej, pachnącej żywicą i świeżym drewnem.

– To prezent od nas i Ducha Lasu- powiedział wódź Kuki, widząc zaskoczenie w oczach załogi.

-Jesteśmy wam niezwykle wdzięczni!- odparł Pan Titido.  – Teraz z pewnością dotrzemy bezpiecznie do celu.

– Dotrzecie, jeśli wypłyniecie natychmiast!  Jutro wiatr może nie być już  przyjazny- pouczył wódź Kuki, pamiętając słowa Starego Merta.

– Jak możemy się odwdzięczyć za waszą pomoc?- zapytał Sablin na pożegnanie.

– Przyjdzie czas, to znajdzie się odpowiedź. A to podarunek od Merta- Szirpa podał Trelinkowi małe zawiniątko.  Wszyscy byli ciekawi, co znajduje się w środku. Kot Tito nawet wskoczył na burtę, by zobaczyć tajemnicze coś, jednak Sablin schował je do torby, którą dobrze zamknął.

– Czas ruszać! – zawołał Kapitan Titido i wskoczył na pokład.

Wiktor pożegnał się z Igą i ruszył w ślad za kapitanem, niosąc na ręku Trelinki.

Misie Kuki wypchnęły łódź z zarośli i pomachały łapami na pożegnanie.

-Do zobaczenia, przyjaciele!- wołał kilka razy Titido!

-Pomyślnych wiatrów!- odpowiadał mu wódz Szirpa, misie i Iga.

Fale Burszytnowej Zatoki tego dnia były spokojne i bezpieczne. Lśniły bursztynowym blaskiem i igrały radośnie z rybami. Trelinki czuły się szczęśliwe, że wreszcie ruszyły dalej, bo czasu do Luminalii pozosało niewiele. W każdej chwili na ich wioskę mógł napaść podły szczur, Korkol i pająki.

-Czy można tą łodzią popłynąć szybciej?- zapytał Timsa kapitana Titido.

-Szybciej? Hmm, to zależy od wiatru. Jeśli rozłożymy więcej żagli, to może się uda- stwierdził roztropnie kapitan.

-A dlaczego nie rozłożyliśmy ich do tej pory? Śpieszymy się- ciągnął niezadowolony Timsa.

-Teraz wiatr jest bardzo leniwy, musimy zaczekać, aż zrobi się większy. Wtedy postawię drugi żagiel. Robię wszystko, co w mojej mocy, abyście zdążyli na Półwysep Wichrów na czas, ale i bezpiecznie- wyjaśnił odpowiedzialny kapitan.

Gdy byli mniej więcej w połowie Zatoki, Wiktor sięgnął po turystyczną lunetę swojego taty, którą zabrał w tę podróż. Rozejrzał się po morskim bezkresie, po chwili nagle zawołał:

-Tam coś jest! – wskazał palcem przed siebie. Normalnie wiedział, że nie pokazuje się palcem, ale chwilowo zapomniał o tym, ulegając silnym żeglarskim emocjom!

-Co takiego?- dopytywał się kapitan. On nieczego nie zauważył.

Tito poruszyl się na swoim legowisku pod pokładem, sprawdzając, czy warto wyjść na pokład, czy jeszcze zaczekać.

 

 

 

Wiki dalej obserwował. Był zaaferowany tym, że przeżywa właśnie swoją pierwszą,  prawdziwą podróż statkiem.  Im dłużej obserwował fale przez lunetę, tym lepiej widział, że w ich kierunku płynie coś dużego. Po chwili dostrzegł, że to nie jeden stwór, lecz kilka.

-Kapitanie Titido! Nadciąga na nas pływające stado!- wołał przestraszony.

Rzeczywiście, poruszająca się ciemna plama na morzu, była coraz bliżej.

-Czy to piraci?- zapytał  zainteresowany kot Tito, wystawiwszy głowę spod pokładu.

-A może to kraken? Słyszałem kiedyś opowieść o takim jednym…-zaczął przestraszony Timsa, jednak bracia mu przerwali.

-Trzeba zachować spokój i spawdzić dokładnie, co to takiego- polecił Ronin.

-I co widzisz, majtku Wiki?- interesował się Titido.

Wiktor podał  mu lunetę. Kapitan dość długo się przyglądał przybliżającemu się punktowi, aż wreszcie powiedział.

-Ktoś chyba ma kłopoty albo będzie je mieć.  Wyglada na to, że jest to stadko fok. Podpłyniemy bliżej i sprawdzimy, czy możemy im pomóc- zecydował Titido.

-No nie, to jeszcze bardziej opóźni naszą podróż!- jęknął Timsa.

-Bracie, jeśli ktoś potrzebuje pomocy, nie można mu jej odmówić- skarcił Timsę Sablin.

Foki były coraz bliżej. Podpływały  do łodzi i znikały pośród fal. Nie wyglądały na przyjaźnie nastawione. Wielkie, czarne, z dużymi łapami i pirackimi opaskami na oczach  budziły grozę wśród załogi. Gdy łódź była już na tyle blisko, że można było je niemal dotknąć, kapitan rzucił kotwicę, zatrzymując statek. Foki były nieufne. Ich stadko liczyło cztery duże osobniki, które próbowały odstraszyć intruzów, za jakich z pewnością wzięły łódź i jej załogę.

Jeśli polubiliście bohaterów i ich przygody, ale nie znacie początku, zapraszam do rozdziału1 😊.

Następny rozdział

 

 

 

 

17 thoughts on “Rozdział 13. Pan Titido i morskie stwory

  1. Trafiłam tu przypadkiem i muszę przyznać, że taki pomysł na bloga to strzał w dziesiątkę! Nigdy wcześniej nie widziałam bloga bajkowego, gratuluję zaangażowania i talentu!

  2. bardzo ciekawe opowiadanie dla dzieci – sama piszę raczej dla dorosłych ale może kiedyś spróbuję coś dla młodszych – zainspirowałam się twoim wpisem – dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *