Leśni przyjaciele i wyprawa balonem

Leśni przyjaciele i wyprawa balonem

 

 

Pewnego dnia leśne zwierzęta – żółw Tuptuś, sowa Huhatka i jeż Pikuś otrzymali od swojego przyjaciela, Smoczysia, zaproszenie na zjazd smoków do pięknego miasta Smoczygrodu.

Zwierzęta nie mogły się zdecydować, czy wybrać się w tak daleką podróż, czy odpisać Smoczysiowi, że nie skorzystają z zaproszenia. Miasto to było bardzo daleko, nad morzem, dokąd trzeba było jechać pociągiem przez cały dzień i całą noc. Zwołali naradę na polanie nad rzeką.

– Takie spotkanie nie zdarza się często!- zawołała Huhatka. – To dla nas zaszczyt, że zostaliśmy na nie zaproszeni.

– A czy te smoki będą duże i groźne? Czy będą zionąć ogniem? -zapytał przestraszony  Pikuś, który był najmniejszy z całej trójki.

– Jestem pewna, że są przyjaźnie nastawione i przyjmą nas z otwartymi ramionami- odpowiedziała sowa.

– Obyś miała rację, Huhatko. Ale co się stanie, jeśli się tam zgubimy ? – zastanawiał się Tuptuś. – Smoki są duże, mogą nie zauważyć tak małych zwierzątek jak Pikuś i ja.

– Hmm,  masz rację Tuptusiu, trzeba coś wymyślić- stwierdziła sowa, drapiąc się przy tym w czochratą głowę.- Wiem!- wykrzyknęła- Polecimy balonem! Będziemy wszystko dokładnie obserwować z góry.

– Co??? Balonem? – zdziwili się jeż i żółw. –  Cóż to za niezwykły pomysł! Balonem leci się już prawie w chmurach! To strasznie wysoko!

– Skąd go weźmiemy?- zastanawiał  się Pikuś.

– Pożyczymy od księcia Filipa. W Bajkogrodzie na pewno znajdzie się balon- stwierdziła sowa.

– To dobry pomysł!- ucieszył się Tuptuś, gdyż bardzo lubił księcia Filipa i trochę się za nim już stęksnił, bowiem dawno się z nim nie widział. – Może Książę wybierze się razem z nami?

– Tylko jak go zawiadomimy? Wyślemy list?- zastanawiał się jeż.

– A może zadzwonimy do zamku?- zaproponował Tuptuś.

– Tak, z pewnością to najszybszy sposób komunikacji- stwierdziła mądrze Huhatka.

– Zatem pójdźmy na pocztę. Tam jest telefon- zawołał Tuptuś.

Jak pomyśleli, tak też zrobili. Poczta była położona na drugim końcu lasu. Musieli najpierw przejść przez rzekę Błękitkę, potem minąć Stary Dąb  Srebrnolistny, następnie skręcić w lewo i przejść obok krzaczków jagód i wielkiego kamienia, na którym lubili zwykle siadać. Gdyby poszli w prawo, doszliby do domu Tuptusia. Gdy minęli kamień, udali się przez Dmuchawcową Polankę wąską ścieżką i doszli wreszcie do bukowego pnia, w którym znajdowała się poczta.

Na poczcie był gwar. Jedna kolejka ustawiła się  po znaczki pocztowe, pocztówki, koperty i inne rzeczy, potrzebne do napisania listu. Druga kolejka, nieco krótsza czekała do telefonu. Kto chciał porozmawiać, musiał najpierw poprosić wiewiórkę Basię, aby wybrała odpowiedni numer. Nikt  z przyjaciół jednak nie znał numeru telefonu do zamku w Bajkogrodzie. Wiedzieli tylko, że jest tam piękny złoty telefon, przez który rozmawiała królowa Patrycja, gdy ostatnio poszukiwali księcia zamienionego w pająka.

– Dzień dobry, do kogo chcecie zatelefonować?- zapytała  wiewiórka, gdy przyjaciele podeszli do okienka.

– Dzień dobry Basiu.  Do Bajkogrodu, do księcia Filipa. Tylko nie znamy numeru- odpowiedziała sowa.

– Jeśli nie znacie numeru, nie możecie do niego zatelefonować. Przykro mi- stwierdziła wiewiórka.

– Ojej !- jęknął Pikuś zmartwiony.

– Ajaj !- pisnął Tuptuś.

Huhatka podrapała się w czochratą głowę i pomyślała.

– A może wiesz, skąd można by wypożyczyć balon?- zapytała Basię.

– Balon, a do czego jest wam potrzebny ?- zdziwiła się wiewiórka.

– Chcemy polecieć do Smoczygrodu na zjazd smoków-  wyjaśnił Tutpuś.

Wiewiórka spojrzała na mapę. Gdy odnalazła na niej Smoczygród, stwierdziła.

– To bardzo daleko. Trzeba lecieć dwa dni. Na szczęście jutro wyrusza w tamtą stronę nasz specjalny balon pocztowy z ważną przesyłką, możecie się nim też zabrać.

– O, to cudownie!- wykrzyknęli radośnie przyjaciele.

– Przyjdźcie tu jutro rano, dokładnie o ósmej. Wtedy rozdzielamy paczki do wysłania. Gdy skończymy ładować przesyłki do balonu, będziecie mogli wejść na jego pokład.

– Dobrze, będziemy tu punktualnie! Dziękujemy Basiu- zawołały zwierzęta chórem.

– Bardzo proszę, mam nadzieję, że będzie ładna pogoda, bo gdy pada deszcz lub wieje silny wiatr balon nie może wystartować- dodała wiewiórka na pożegnanie.

Zwierzęta były bardzo zadowolone z pomysłu Basi, tylko smutno im było, że książę Filip nie poleci z nimi. Nie mieli jednak jak go zawiadomić. Jeśli sam nie pojawi się w lesie, z pewnością nie dowie się o zaproszeniu na wielki zjazd smoków.

Tymczasem trzeba było pomyśleć o podróży. Spakować najpotrzebniejsze rzeczy i coś do jedzenia.

Gdy zwierzęta były gotowe do podróży, zastała ich już ciemna noc. Niebo błyskało gwiazdami, księżyc dumnie rozpościerał się nad lasem. Huhatka wyleciała ze swojej dziupli na nocne łowy. Tuptuś czytał jeszcze kilka stron książki i już właśnie miał zgasić światło w swojej sypialni, gdy ktoś zapukał do jego drzwi.

Stuk, puk, stuk, puk- dźwięk pukania rozległ się w całym domu żółwia. Nikogo się nie spodziewał o tej porze, więc był bardzo zaskoczony. Wokół rozlegał się dziwny brzdęk i hałas. Tuptuś najpierw pomyślał, że to jakiś leśny duch chce mu zrobić żart, jednak gdy pukanie nie ustawało, a nawet się raczej wzmogło, postanowił sprawdzić, kto się za tym kryje.  Lekko otworzył drzwi i wystawił głowę. Wszędzie było bardzo ciemno. Z pewnością Huhatka świetnie widziała w takich ciemnościach, ale Tuptuś nie. Początkowo nikogo więc nie zauważył. Dopiero, gdy chciał zamknąć drzwi, usłyszał cichy głos.

– Proszę, wpuść mnie do środka!- zwołał głos.

– A kim jesteś?- zapytał równie cicho Tuptuś, ale nie musiał czekać na odpowiedź, gdyż znów rozległ się brzdęk i hałas i z ciemności wyłonił się szczurek. Tuptuś najpierw dostrzegł jego długi nos i wąsy, a po chwili wyłonił się cały zwierzak z dziwnymi tobołkami na grzbiecie. Okropnie brzdękały i hałasowały.

– Witaj, jestem  Feliks, dla przyjaciół Felek- szczurek wyciągnął łapkę w kierunku żółwia.

– Miło mi cię poznać. Co cię sprowadza do mnie o tak późnej porze?- zapytał Tuptuś.

– Ach, zabłądziłem w ciemnym lesie-Felek posmutniał. – Nie mam gdzie się schronić przed nocą.

– Przed nocą? A dlaczego musisz się przed nią chronić?- zapytał Tuptuś, który niczego jeszcze nie mógł zrozumieć z tej nieoczekiwanej wizyty.

– Jestem gryzoniem. Polują na mnie różne zwierzęta. Przed chwilą omal nie złapała mnie straszna sowa!- wyjaśnił wzburzony szczurek.- Jeśli mnie nie przenocujesz, zostanę schwytany przez okrutne ptaszyska i zjedzony na kolację!- dodał i zaczął zalewać się łzami.

Tuptusiowi zrobiło się go żal. Sam był małym zwierzątkiem, które wielu rzeczy się boi. Wiedział dobre dobrze, co znaczy strach.

– Proszę zatem, do mojego domku- powiedział i otworzył szeroko drzwi.

Dopiero, gdy szczurek wszedł do środka, Tuptuś mógł zobaczyć, jak dziwny bagaż  posiada jego gość.

– Co to takiego?- zapytał, wskazując na dziwne przedmioty.

– To instrumenty- wyjaśnił Felek. Jestem muzykantem, gram na  bębenku, tamburynie, dzwonkach, grzechotkach i wielu innych instrumentach.

Tuptuś jeszcze nie widział nigdy instrumentów, ani muzykanta. Bardzo mu się ten widok spodobał.

– To bardzo niezwykła umiejętność- powiedział do szczurka z zachwytem.

– Tak. Chcesz, abym coś dla ciebie teraz zagrał?- zapytał radośnie Felek.

– Chętnie, ale nie teraz. Jest noc. W lesie nie można hałasować, zwierzęta śpią.

– Rozumiem, zatem jutro zagram ci moją najpiękniejszą piosenkę-zaproponował Felek.

– Dobrze, a powiedz mi, skąd się tutaj wziąłeś? Nigdy wcześniej nie widziałem cię w naszym lesie.- zapytał żółw, którego bardzo gryzła ciekawość.

– Jestem wędrownym szczurem- muzykantem. Chodzę to tu, to tam i sobie gram. Wybieram się właśnie do odległej krainy. Odbędzie się tam ważne wydarzenie, na którym mam zagrać moją najpiękniejszą piosenkę.

– To się dobrze składa, bo ja juro także wybieram się na wyprawę i to balonem!- pochwalił się żółw.

– Balonem? Super!! A dokąd?

– Do Smoczygrodu. Jadę razem z przyjaciółmi na wielki zjazd smoków.

– To niesamowite, bo ja również tam się wybieram!- wykrzyknął podekscytowany Felek. – Czy będę mógł zabrać się z tobą tym balonem? Zawsze marzyłem o takiej podróży!

– Chyba tak- zawahał się Tuptuś. Nie wiedział, jak duży to będzie balon i ile będzie w nim miejsca.- A teraz chodźmy spać, bo rano musimy udać się na pocztę.

Poranek zastał zwierzęta dość nieoczekiwanie. Słoneczko zaświeciło nad lasem, rozsyłając poranny uśmiech. Sowa po nocnych łowach była bardzo śpiąca, gdy zadzwonił jej budzik. Nakryła się cieplutkim kocem i dalej jeszcze drzemała, mając nadzieję, że czas na chwile stanie w miejscu i ona zdąży się wyspać przed podróżą. Przecież nie mogła się spóźnić na pocztę.

Tuptuś i Felek również jeszcze smacznie spali. Felek pogwizdywał przez sen, co oznaczało, że nie zamierza się budzić co najmniej przez godzinę, a Tuptuś opowiadał coś przez sen Huhatce, jakby rozmawiał z nią naprawdę.

Jedynie jeż Pikuś wstał wyspany i uśmiechnięty. Umył zęby  po śniadaniu i był gotowy do drogi. Na szczęście mieszkał najbliżej poczty, tuż obok Dmuchawcowej Polanki, więc nie musiał się bardzo śpieszyć, aby zdążyć na umówioną godzinę ósmą. Był pewny, że za chwilę Tuptuś i Huhatka pojawią się na ścieżce obok jego domu. Jednak czas mijał, a jego przyjaciół nie było. Gdy na zegarze odczytał godzinę 7.45, bardzo się zaniepokoił.

– Coś musiało się stać! To niemożliwe, żeby moi przyjaciele się spóźnili. Oni zawsze są punktualni! Pójdę do lasu i sprawdzę, co się wydarzyło.

Jak postanowił, tak zrobił. Szedł najszybciej ,jak tylko potrafił, stukając pazurkami o twardą ścieżkę. Gdy dotarł do  wielkiego kamienia, usłyszał dziwne dźwięki, coś jakby brzęczało, stukało, sapało i dyszało. Po chwili dostrzegł zbliżające się w jego stronę zwierzęta,  które niosły dziwne bagaże.

– Pikusiu, już biegniemy!- zawołał zdyszany głos. To Tuptuś, który jak na żółwia przystało bardzo się śpieszył, ale wychodziło mu to znacznie wolniej niż innemu zwierzęciu. Pikuś nieco się uspokoił, jednak nie wiedział, kim jest ten drugi zwierzak, taszczący ze sobą hałasujące przedmioty. Jeż, podobnie jak żółw, nie widział jeszcze nigdy instrumentów muzycznych. Przyglądał się i zastanawiał, co to za dziwny zwierzak idzie obok jego przyjaciela.

– Przedstawiam ci Felka- zaczął Tuptuś, gdy dotarli wreszcie do czekającego na nich jeża.- Jest muzykantem i poleci z nami balonem do Smoczygrodu. Felek odstawił bębenek,  odłożył dzwonki i tamburyno, po czym ładnie się ukłonił.

– Witaj jeżyku- przywitał się szczurek, podając mu łapkę.

– Witaj, miło cię poznać, Felku. To naprawdę niesłychana rzecz, że jesteś muzykantem i polecisz z nami balonem. Myślę jednak, że jesteśmy już spóźnieni- stwierdził.

– Tak, chyba tak- zgodził się Tuptuś. – Chyba z naszej wyprawy nici….- dodał smutno.

– Nie martwicie się kochani, coś wymyślę!- usłyszeli nad sobą głos nieco jeszcze zaspanej Huhatki.- Nie możemy przecież opuścić takiego wydarzenia!- zawołała.

 

Jak może się dalej potoczyć przygoda zwierząt?

Konkurs! Zaproponuj swoją wersję zakonczenia tej przygody   i wyślij na bajkogrod@gmail.com do 8.10.

Najciekawszy pomysł zostanie opublikowany na blogu😊!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

4 thoughts on “Leśni przyjaciele i wyprawa balonem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *