Leśni przyjaciele i srebrne pudełko…

 

W Leśnej Krainie mieszkało troje niezwykłych przyjaciół. Huhatka- sowa, która zawsze miała coś do powiedzenia i bardzo lubiła przygody, żółw Tuptuś – spokojny miłośnik książek i raczej domator oraz mały jeż, nazywany Pikusiem, który choć był niewielkich rozmiarów, miał wielkie, dobre i oddane przyjaciołom serce. Mieszkali niedaleko od siebie, razem spędzali sporo czasu, przeżywając różne przygody.

Przyjaźnili się też z pewnym  chłopcem, Filipem, który kiedyś zgubił w lesie muszelkę. Dostał ją w liście od przyjaciela znad morza. Czytając ten list w lesie, przewrócił się o korzenie drzew.  Muszelka wypadła z koperty i ukryła się w trawie w pobliżu domu Tuptusia.  Zwierzęta ją znalazły i  bardzo zaintrygowane tym, skąd się wzięła w ich lesie,  zaczęły poszukiwać jej właściciela. Chłopiec siedział na ścieżce i płakał po stracie prezentu.  Tak na siebie trafili.

Od tamtego dnia Huhatka i Tuptuś często spotykają się z Filipem. Nie jest on zwykłym chłopcem, bowiem jest księciem i mieszka na zamku. Ma osiem lat, ciemne włosy i błękitne oczy.  Uwielbia jeść naleśniki z kremem czekoladowym.  Chociaż jest księciem, nie myślcie sobie, że zawsze jest grzeczny. Płata różne figle, dlatego czasem popada w kłopoty. Jak  na przykład wtedy, gdy zamienił się najpierw w żabę, a potem w czarnego pająka, bo zjadł pajęcze jagody. Albo, gdy rozbolał go ząb, gdyż po kryjomu zjadł całą  paczkę krówek i trzeba było pilnie szukać dla niego dentysty. Jego rodzice, król Maciej i królowa Patrycja, często się o niego martwią, kochając  przy tym wielką miłością. To ich jedyny syn i następca tronu.

 

 

 

Rozdział 1.

Ostatniej nocy, gdy Huhatka patrolowała z powietrza leśną polanę, a Tuptuś spał pochrapując lekko, zaś Pikuś układał znaczki w albumie, w Leśnej Krainie stało się coś zupełnie niespodziewanego.

Było to zarazem bardzo niezwykłe i niecodzienne. I nie przytrafia się każdemu. Gdy sowa bawiła się w powietrzu, wirując i robiąc piruety, zobaczyła zbliżające się do polany dziwne światło. Pomyślała najpierw, że to gwiazda spada z nieba, żeby spełnić jej marzenia. Po chwili jednak małe światło nabierało coraz to większych rozmiarów. Aż stało się tak duże, że Huhatka nie mogła już na nie patrzeć. Zamknęła oczy, za to usłyszała głośny szum i brzęk. Pikuś oderwał się od swojej kolekcji i pobiegł do okna, aby sprawdzić, co się dzieje. Nawet twardo śpiący Tuptuś przebudził się, gdy jego pancerz znalazł się w tajemniczej poświacie. Po chwili wszystko ucichło. Światło zgasło i nastała znów ciemna, wiosenna noc. Zniknęło tak nagle, jak się pojawiło. Można by przypuszczać, że tylko przyśniło się przyjaciołom, jeśli mogliby mieć  wspólny sen.

Gdy Huhatka otworzyła oczy, niczego szczególnego nie zauważyła. Polana była niezmieniona, na swoim miejscu, więc sowa spokojnie wróciła do zabawy w powietrzu. A potem zdecydowała się wrócić do dziupli i pójść spać.  W łóżku jednak coś nie dawało jej spokoju. Nie mogła zasnąć, gdyż próbowała zrozumieć, co się wydarzyło na polanie. Pomyślała, że to zagadka do rozwiązania. A ona  je uwielbia ! Wyfrunęła z dziupli i ponownie sprawdziła teren. Było jeszcze ciemno, ale to nic, bo przecież sowy dobrze widzą w nocy.  Mimo tego, że Huhatka miała świetny wzrok, znów niczego nie zauważyła. Dopiero, krążąc po raz trzeci nad polaną, spostrzegła, że coś się zabłysło w pobliżu krzaków malin, które jeszcze spały zimowym snem. Po cichu, tak jak to sowy potrafią, podleciała w to miejsce, odchyliła zarośla i…zobaczyła małe, srebrne pudełko.

-A co to?- zapytała głośno samą siebie. -Skąd się wzięło ? I co  TO robi w naszym lesie?

 

Na te pytania, ciekawska z natury Huhatka, chciała znaleźć odpowiedź jak najszybciej. Podeszła bliżej do tajemniczego przedmiotu.

Przez chwilę miała wrażenie, że wcześniej owo pudełko leżało w innym miejscu. Zrobiła jeszcze kilka kroków. Obejrzała dokładnie przedmiot z prawej strony, potem z lewej… Niczego szczególnego nie zobaczyła. Było to po prostu zamknięte metalowe pudełko. Podobne do takiego, w którym czasem trzyma się herbatę lub czekoladki. Jednak, gdy tylko sowa odwróciła łebek, pudełko znów się przemieściło kawałeczek dalej….i schowało się wśród wysokiej trawy.

–  A to o za dziwy? Przecież to pudełko leżało tutaj!? Gdzie się podziało?- zasypywała siebie pytaniami. Zaczęła swoim znakomitym wzrokiem szukać tego zaginionego przedmiotu, ale on ukrył się przed sową, jakby się z nią bawił w chowanego. -Hmm, skoro ten dziwny przybysz nie chce się pokazać, nie będę go szukać. Wrócę tu rano z moimi przyjaciółmi- stwierdziła Huhatka i odleciała na drzewo. Gdy zrobiło się cicho i nikogo nie było już na polanie, owe srebrne pudełko zaczęło się wiercić pod krzakiem malin. Potem kręcić jak na karuzeli, wirować, aż w końcu zmieniło się w smugę światła i wzbiło do nieba. Można by pomyśleć, że ślad po nim zaginął.

 

 

 

 

Nazajutrz  Tuptuś i Pikuś spotkali się jak zawsze przy ulubionym kamieniu nad rzeką. Jeż pokazał przyjacielowi najładniejsze znaczki ze swojej kolekcji. Jeden z nich przedstawiał kosmos.

-To mój ulubiony- stwierdził Pikuś z dumą. Rzeczywiście był niezwykły. Na granatowym niebie widniała kula ziemska i jeszcze kilka innych planet.

-Bardzo ładny- przyznał żółw. –  Ciekawe, jak na prawdę wygląda kosmos. Czy  jest taki, jak na tym znaczku?- zamyślił się Tuptuś.

-Tak, też jestem ciekawy. Bardzo lubię patrzeć nocą na gwiazdy- westchnął jeż. – Są takie piękne!  Szkoda, że tak daleko….- Pikuś od dawna marzył o wyprawie w kosmos, ale był małym zwierzątkiem, które wielu rzeczy się boi. Jak więc mógłby polecieć w tak odległą i ogromną przestrzeń? Gdy przyjaciele marzyli o wyprawie w kosmos, nadleciała do nich Huhatka.

-Witajcie! Dobrze, że was widzę!  Muszę wam coś ważnego powiedzieć- zaczęła sowa.- Słuchajcie, nie uwierzycie! W nocy zobaczyłam dziwne światło. Wylądowało na naszej polanie, o tam- wskazała skrzydłem miejsce obok krzaków malin.- A potem znalazłam w tym miejscu srebrne pudełko, które się przede mną chowało-  mówiła jednym tchem. – Mamy do wyjaśnienia prawdziwą zagadkę- dodała na koniec.

 

Jeż i żółw nie do końca zrozumieli, o czym mówi ich przyjaciółka. Już zapomnieli, że w nocy zabłysło światło. Może myśleli, że to sen. Gdy tymczasem Huhatka była przekonana z całą stanowczością swej sowiej natury, że widziała coś niezwykłego…

– Widziałaś światło, które zamieniło się w pudełko i wylądowało na naszej polanie? – zapytał Tuptuś.

-Tak! Dokładnie tak!- odparła podekscytowana sowa.

– Zaprowadzisz nas  w to miejsce? – zaproponował jeż.

-No myślałam, że już nigdy się nie ruszycie, chodźcie prędko! – zawołała  poddenerwowana Huhatka i popędziła w głąb polany. Ani jeż, ani żółw nie potrafią tak szybko biegać, jak sowa latać, więc zostali w tyle. Przyjaciółka krążyła nad nimi, poganiając co chwilę. Gdy wreszcie dotarli tam, gdzie sowa widziała pudełko, zatrzymali się. Najpierw musieli nieco odpocząć.

-To tutaj! – zawołała przyjaciółka. – Dokładnie w tym miejscu leżało to srebrne pudełko, a potem gdzieś się przeniosło, nie wiadomo, jak i dokąd- wskazała sowa. Zwierzęta  uważnie przeszukały wyznaczone przez nią miejsce.

-Niczego nie widzę – stwierdził Tuptuś.

-Ja też nie…- przyznał Pikuś.

-Nie wierzycie mi? Naprawdę je widziałam! – denerwowała się sowa.

-Oczywiście Huhatko, nikt nie twierdzi, że było inaczej!  Tylko, że my teraz niczego nie widzimy- uspakajał ją Pikuś.

-Teraz po prostu pudełka tutaj nie ma- wydedukował Tuptuś. – Ani żadnego śladu po nim. To niezwykle trudna  do rozwiązania zagadka.

-Nie ma, ponieważ zniknęło- wyjaśniła po raz kolejny sowa i usiadła na trawie. Była zawiedziona. Myślała, że jej przyjaciele razem z nią zechcą wyjaśnić tajemnicę, a oni tylko  bezradnie stoją.  Rzeczywiście pudełka nie było, ani najmniejszego śladu po  jego nocnej wizycie. Czyżby ktoś sobie z niej zażartował?

-Jeśli jesteś pewna, że widziałaś to pudełko w tym miejscu, to musimy znaleźć jakiś znaki, które pomogą nam w rozwiązaniu zagadki- rzekł Tuptuś.  Nie chciał, aby Huhatka się smuciła.

Jeż z żółwiem zaczęli badać całą polanę.  Ponownie zajrzeli pod krzaki malin, które jeszcze smacznie spały. Przeszukali kępy wysokiej trawy, lecz  niczego nie znaleźli.

-Nie wiem, Huhatko, jak możemy znaleźć to pudełko- stwierdził Pikuś.- Może dzisiejszej nocy znów się pojawi? Będziemy pełnić wartę na polanie. Ten, kto zobaczy światło, obudzi natychmiast pozostałych.

-To bardzo dobra myśl!- zgodził się Tuptuś. -Chyba, że pójdźmy do księcia Filipa, on na pewno nam pomoże! Sowa nie była przekonana do żadnego z pomysłów przyjaciół. Machnęła skrzydłem i odpowiedziała:

-E tam, dajmy już spokój. Może to był tylko sen?

 

 

CDN… już wkrótce! Nie przegap!

 

warsztaty Improbaja w przedszkolu Oxfordzik w Tuchomiu

 

 

 

 

 

Jeśli nie znasz poprzednich części z cyklu Leśni przyjaciele, kliknij

Sprawa zaginionych pierniczków

Wyprawa balonem

Czarny pająk

Bolący ząb księcia

Dzika przygoda

Zgubiona muszelka

Jeśli spodobał Ci się Bajkogród i chcesz wiedzieć o nim więcej, o procesie pisania bajek, inspiracjach i innych próbach pisarskich, dołącz do grupy  bajki opowiadam . Zapraszam  🙂 Do zobaczenia!

21 thoughts on “Leśni przyjaciele i srebrne pudełko…

  1. Podziwiam Cię za kreatywność 🙂 Jak byłam w liceum pisałam opowiadania dla dzieci, ale niestety wszystko przepadło. Fajnie tu u Ciebie 🙂

  2. Na początku myślałam że to będzie recenzja książki a potem takie zaskoczenie… Super bajka… ciekawa i miło się czyta… 🙂 czekam na ciąg dalszy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *