Korek i Potworek r. 3. Podróż


rys. Design Your Home with me

Rozdział 3.  Podróż…

Kto wymyślił podróżowanie autem w czasie wakacji?

Właściwie trudno stanie w korku na obwodnicy nazwać podróżowaniem. Posuwaliśmy się w tempie ślimaczym. Przed nami sznur aut, za nami szur aut. My w środku samochodowej pułapki, w którą perfidnie nas wepchnął GPS. Po godzinie turlania się dotarliśmy do kolejki do bramki na autostradę. To podobno bardzo szybka droga, przy której nie można się tak zwyczajnie zatrzymać, żeby na przykład skorzystać z toalety. Pamiętam, bo gdy jechaliśmy kiedyś w góry, bardzo cierpiałem po wypiciu butelki wody smakowej.

Dziś jednak autostrada, skąd inąd ta sama, co kiedyś, nie była taka szybka.  Posuwaliśmy w tempie ślimaka. Ale po kolei.

Po godzinie stania na obwodnicy skończył się ulubiony audiobook Korka, przeznaczony na całą podróż.  Mój brat zaczął się nudzić. A wiecie, co to znaczy, gdy nudzi się zamknięty w aucie czterolatek? Otwieranie drzwi, wypinanie się z pasa, wiercenie na fotelu, tupanie nogami w fotel kierowcy i nieustanne powtarzanie “Mamo, nuuuuudzi mi się!”

Mama była bardzo skoncentrowana na drodze. To znaczy uważnie pilnowała, aby jakieś inne auto nie wepchnęło się przed nasze. Co chwilę było słychać trąbienie klaksonu. A niektórzy kierowcy wymachiwali rękami i pokazywali jakieś dziwne gesty palcami. Mama na szczęście była spokojna i bardzo czujna. Nie dała się zaskoczyć, gdy jakiś wóz terenowy, chyba Jeep, chciał ją wyprzedzić i zajechać drogę. Właściwie nie było co zajeżdżać, bo samochody stały oddalone od siebie o jakieś pół metra ( tak powiedziała mama przez telefon tacie).

Mi się też nudziło. Obejrzałem wszystkie zabrane książeczki ze Star Wars, katalogi Ninjago, książkę o dinozaurach ukradkiem zabraną i schowaną pod fotelikiem samochodowym Korka i jakieś książki z bajkami. I nic. Staliśmy nadal.  Zacząłem liczyć auta, stojące obok i  te z tyłu, rozciągnięte jak długa rzeka. Mama wzdychała, najchętniej wróciłaby do domu. Tylko, że nie miała jak zawrócić.

Najgorsze jednak  nie  było wcale to, że był ten okropny korek ( tzn. nie mój brat Marcel – Korek, tylko korek aut), ale to, że robiło się coraz ciemniej. Na niebie pojawiły się czarne chmury. Spojrzałem na zegarek, dopiero dochodziła godzina 19.00., a już noc opanowała całą ziemię…. by za moment rozjaśnić ją rażącym blaskiem pioruna. Mama powiedziała, że nie trzeba  bać  się burzy, gdy jest się w aucie, bo piorun nam nic nie zrobi, ale ja nie czułem się fajnie. Korek też nie. Schował się na podłodze za fotelem kierowcy i skulony siedział. Po chwili do jasnych błysków i głośnych grzmotów dołączył deszcz. Krople były wielkie jak gorszki. Mama wyłączyła telefon, bo GPS i tak nie był nam teraz potrzebny. Nie moglibyśmy się zgubić w drodze do bramki.

“No to pięknie !”- powiedziała mama, gdy kolejna błyskawica rozjaśniła niebo. Korek piszczał, zakrywając głowę podusią, a ja co chwilę zamykałem oczy, żeby tych błysków nie widzieć. Burza nie ustawała, ale wreszcie dotarliśmy do bramki. Była nasza kolej, żeby nacisnąć guzik i pobrać bilet. Choć bramka jest teoretycznie zadaszona, deszcz zacinał jakby z ukosa i gdy mama otworzyła okno, zrobiła się  w połowie mokra, jej siedzenie też.  Ulewa podstępnie wdarła się do auta. Mokra mama dodała gazu i wyjechaliśmy wreszcie w prawdziwą podróż do wakacyjnej przygody! Tyle tylko, że przez ulewę, o której potem było głośno w radiu i telewizji, dalszą drogę jechaliśmy  autostradą z prędkością 40 km na godzinę, co chwilę wjeżdżając w mega kałuże lub zatrzymując się, bo nie było widoczności.

Głodni, zmęczeni i marzący o toalecie na najbliższej stacji benzynowej już wcale nie chcieliśmy zobaczyć tego cudownego kaszubskiego jeziora i pensjonatu na uboczu.

Korek jęczał, że się nudzi, mama próbowała zabawiać go grami w słowa, ale on nie chciał. Mówił ciągle, że to głupie. Ja chciałem być bardzo grzeczny, więc nie marudziłem.  Nie przyznałem się też mamcie, że oblałem się herbatą z miodem, bo gdy próbowałem sobie nalać ją z termosu do kubeczka,  auto nagle zahamowało przed kolejną mega kałużą.  Herbata poleciała mi  na nogi. Na szczęście miałem na sobie krótkie spodenki, nie zmoczyły się tak bardzo, tylko kolana trochę się kleiły.

Korek, odczuwając wilczy głód, dorwał się do schowka w siedzeniu obok, w poszukiwaniu czegoś jadalnego.  O dziwo, znalazł tam napoczętą paczkę ciastek czekoladowych, którą schowaliśmy kiedyś, chyba podczas podróży w góry. Mama nie pozwala nam jeść w aucie, więc postanowiliśmy  jej o tym nie mówić i ukradkiem zjedliśmy kilka ciastek. Właściwie wszystkie.  Korek brudne od czekolady ręce wytarł w fotelik, zapomniał tylko o wytarciu buzi, która potem nas zdradziła.

Gdy po chyba godzinie burza ustąpiła, byliśmy bardzo zmęczeni. Korka rozbolał brzuch, a mi chciało się okropnie pić, ale wypiłem już wodę, a herbata się wylała, więc nic do picia nie było. Co raz bardziej też wyglądałem stacji benzynowej…

Ale to był błąd, bo gdy mama wreszcie mogła się zatrzymać, a my radośnie wyskoczyć z auta jak dzikie psy Dingo, wszystko się wydało. I ciastka pokruszone w aucie i rozmazana czekolada na foteliku i rozlana herbata z miodem, która o dziwo zalała też siedzenie i  dywanik, nie tylko moje nogi.  Nie muszę chyba mówić, że humoru mama już nie miała. My zresztą też nie, bo zrobiło się późno i chcieliśmy już być w łóżkach. Korek płakał, że nie zdążył obejrzeć “Oktonautów”, na których mieliśmy już dojechać do pensjonatu.

I tak podróż, która normalnie zajmuje godzinę, rozciągnęła się do pięciu.

Ale to nie koniec niespodzianek. Gdy wreszcie ciemną nocą dotarliśmy do pensjonatu na uboczu, do którego nie doprowadził nas żaden GPS i mama kilka razy okrążała jezioro, by znaleźć  polną drogę, okazało się, że akurat tej nocy jest tam wesele! I tylko pani właścicielka zapomniała mamie  o tym powiedzieć…

Co było potem? Napiszę jutro! A działo się na prawdę wiele ciekawych rzeczy 🙂

 

 

Spodobał ci się ten rozdział, a nie znasz początku przygody? Kliknij na rozdział 1. albo rozdział 2 .

Spodobała ci się grafika? Dowiedz się więcej o autorce .

 

 

3 thoughts on “Korek i Potworek r. 3. Podróż

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *