Korek i Potworek r 5

W poprzednich rozdziałach…

Korek i Potworek wybrali się z mamą na wakacje nad jezioro. Po długiej podróży w korku na drodze dotarli do pensjonatu, gdzie akurat trwało wesele, o którym “zapomniała” poinformować mamę właścicielka pensjonatu. Następnego dnia  rano Korek  rozciął sobie brodę o wystający gwóźdź, a Potworek wywrócił na siebie talerz z jajecznicą  podczas śniadania. Mama nie była zadowolona, jednak zabrała dzieci na plażę, gdzie okazało się, że w jeziorze rozpanoszyły się sinice…

 

rys. Design Your Home with me

 

Rozdział 5.

Trąba powietrzna

Wakacje nad jeziorem, w którym nie można się kąpać z powodu sinic to porażka. Ale jeszcze większą porażką okazało się, że przez następne kilka dni lało. Temperatura powietrza wynosiła 15 st.C. Mama mówiła, że trzy dni upału latem w naszym klimacie to sukces. Niepotrzebnie wzięliśmy ze sobą tak dużo letnich ubrań, bo chodziliśmy w jedynych ciepłych spodniach dresowych i polarze. Ogólnie robiło się trochę nudno. Mama zachęcała nas do gry w planszówki, szczęśliwa, że zabrała je ze sobą. Ale ile można grać w Chińczyka, Scrabble czy Węże? Dobrze, że chociaż telewizja była. Korek  wolał się gapić w “Mini mini” niż grać z nami.

W środę ogłoszono alert pogodowy. Właścicielka pensjonatu przyszła do naszego pokoju i oznajmiła, że dziś lepiej nie wychodzić z budynku, bo ma przejść trąba powietrzna.

Trąba powietrzna? To jest coś! – pomyślałem. Wreszcie się coś zadzieje ! Od razu wyjrzałem przez okno.  Niebo było raczej spokojnie szare, nie ruszał się  też żaden listek na drzewie. Nic nie zapowiadało kataklizmu, który ma nadciągnąć.

” Mamo, co to jest bomba powiecna?”- zapytał Korek. ” Trąba, synku”- wyjaśniła mama, ale mój brat nie zrozumiał.

” Wiatr będzie grał na trąbie?” – Korek dedukował dalej, lecz mama nie miała siły odpowiedzieć. Wyglądała na zaniepokojoną.

Na śniadaniu wszyscy goście mówili tylko o tej trąbie. Później niektórzy, w tym mama, przestawili auta w bezpieczniejsze miejsca, aby nie stały pod starymi drzewami, które rosły dookoła pensjonatu.  Nie za bardzo było gdzie zaparkować samochód. Mama znalazła jedyne miejsce pod balkonem na pierwszym piętrze. Wydawało się w miarę bezpieczne, no chyba że balkon by się oderwał i spadł na auto. Widziałem kiedyś w telewizji różne filmiki o  tornado. Od razu sobie wyobraziłem, jak nasz samochód fruwa w powietrzu i wiruje razem z tym balkonem. Mama stwierdziła jednak, że to mało prawdopodobne, więc auto zostało w nowym miejscu.

Do godziny dziesiątej nic się nie działo. O dziwo nie padał  nawet deszcz, który nam towarzyszył od kilku dni.

Dzieci w pensjonacie zaczynały się nudzić. Dwie dziewczynki uparły się, że pójdą nad staw łowić ryby i nie chciały za nic w świecie zrezygnować z tego pomysłu. Ja i Korek też mieliśmy ochotę tam pójść. Staw było widać z okna, więc mama mogłaby nas obserwować z pokoju, bez konieczności wyjścia z budynku. Jednak mama nie chciała się na to zgodzić. Oliwia i Jagoda dopięły swego i poszły, w stroju “typowego” wędkarza- różowy płaszczyk przeciwdeszczowy z Elsą na plecach, różowe kalosze z kucykami Ponny i w różowych kapeluszach. Były bliźniaczkami, dlatego ubierały się tak samo. Nic dziwnego, jak się ma pięć lat. Przyjechały z Wrocławia z babcią i dziadkiem.

 

“Mamo, ja tes chce nad staw”!- wołał Korek, obserwujący dziewczynki z okna. ” To nie jest dobry pomysł.”- stwierdziła mama, sprawdzając w telefonie alerty pogodowe. ” A one posły!?”- Korek nie dawał za wygraną. ” Synku, poszły, nie posły…” – poprawiała go mama. ” Teraz są wakacje i będę mówić jak chce!”- stwierdził Korek coraz bardziej poirytowany. ” Dlecego nie mozemy iść nad staw? “- dopytywał.

Nie wiedziałem, czy mu wyjaśnić, że ryzyko nadejścia trąby powietrznej jest tak duże, że mama się boi, czy lepiej poczekać na rozwój sytuacji.

Mama była bardzo zajęta czytaniem alertów w telefonie. Nie zauważyła nawet, że Korek  po cichu się ubrał i wyszedł z pokoju. Ja też nie zauważyłem, bo wróciłem do obserwowania dziewczynek, które siedziały nieruchomo na zydelkach, a obok nich stał dziadek.

” Gdzie jest Korek? ” – nagle zapytała mama, która powróciła do naszej rzeczywistości.

” Nie wiem, był tutaj przed chwilą?” – stwierdziłem. Spojrzałem przez okno, nad stawem nadal były tylko dziewczynki z dziadkiem. Mama wybiegła z pensjonatu i zaczęła szukać malucha w ogrodzie. Ja poszedłem w drugą stronę, na placyk zabaw. Nigdzie go nie było. Nad stawem też nie, ani na parkingu. Mama powiadomiła właścicielkę, że Korek gdzieś zniknął. Przez chwilę zastanawiały się, czy może któryś z wyjeżdzających dziś gości go nie porwał. Różne rzeczy się zdarzają…

Pół godziny później goście, którzy pozostali w pensjonacie, włączyli się do akacji poszukiwawczej. Mama już chciała dzwonić na policję, ale była tak zdenerwowana, że nie mogła wystukać numeru na klawiaturze telefonu. Jakiś pan mamę uspakajał, że” na pewno chłopak się znajdzie, teren jest ogrodzony, więc nie mógł wyjść za bramę”.  Ale mamę to nie uspokoiło. Korek miewa różne pomysły, zwłaszcza, gdy strzela focha, a tym razem tak ewidentnie było.  Chciałem powiedzieć, że może lepiej przestać go szukać, bo wtedy sam się znajdzie. Jednak zrezygnowałem, widząc, jak bardzo mama jest zdenerwowana. I tak by nie usłyszała. Akcja więc trwała.

Na domiar złego zaczęło wiać. Na niebie szare, spokojne dotąd chmury, zamieniły się w granatowe.

Wiatr przewrócił pojemnik dziewczynek z przynętą. Wszystkie robaczki wpadły do stawu. Myślę, że ryby się tym nie zmartwiły, ale Oliwia i Jagoda zaczęły beczeć. Nie złowiły jeszcze żadnej. I już raczej nie złowią. Dziadek zabrał je do pokoju. Mama kazała też mi wrócić do pokoju, żeby obserwować teren z okna. Sama założyła kurtkę i pobiegła dalej szukać Korka. Wiatr się wzmagał. Chmury płynęły coraz szybciej i stając się coraz bardziej granatowe. Zacząłem się martwić, że Korek przegapi trąbę powietrzną, która ewidentnie zaczęła się do nas zbliżać.

Właścicielka pensjonatu zadzwoniła na policę i zgłosiła zaginięcie dziecka. Policja jednak nie mogła przyjechać, bo była gdzieś w terenie, gdzie wiatr  już wyrządził szkody, a droga była nieprzejezdna. Widać na policji mają tylko jeden samochód.

Patrzyłem przez okno i zastanawiałem się, czy wiatr oderwie balkon, pod którym stoi nasze auto.

Z daleka słyszałem nawoływania mamy i innych dorosłych, nadal szukających Korka. Wreszcie lunęło, huknęło i zagrzmiało tak mocno, że na wszelki wypadek zamknąłem okno.  Wszyscy dorośli zaczęli biec do pensjonatu. Co z Korkiem? Czyżby już porzucili poszukiwania?

Babcia i dziadek dziewczynek przyszli do naszego pokoju i zapytali, czy nie boję się być sam w czasie burzy. W razie czego mogę przyjść do ich pokoju i pobawić się z dziewczynkami. Nie poszedłem, bo wiedziałem, że mama zaraz wróci. Zszedłem za to na dół do restauracji, żeby się czegoś napić, gdy usłyszałem miauczenie. Widziałem wcześniej, że kilka kotów biegało po pensjonacie. Postanowiłem sprawdzić, czy  jakiś kot nie boi się burzy.  Szedłem za głosem, który prowadził mnie po schodach w kierunku piwnicy. Nagle huknęło ostro na dworze, jakby piorun uderzył w latarnię obok budynku. Nawet się trochę przestraszyłem. Ale szedłem dalej. Coraz wyraźniej  słyszałem  miauczenie, choć nie widziałem żadnego kota. Było ciemno  i nie wiedziałem, gdzie jest włącznik światła. Kot miauczał gdzieś blisko mnie, ale nie mogłem go dostrzec. Dopiero, gdy kucnąłem, zobaczyłem dwa zielone ślepka pod schodami.  Ukryte tam, gdzie nikt już nie mógł ich zobaczyć.

” Hej, co tu robisz?” – zapytałem, ale właściwie nie czekałem na odpowiedź. Wsunąłem rękę pod schody, aby wyjąć futrzaka, gdy nagle natrafiłem na  nieduży, dziecięcy but… Korek spał, tuląc kota.

 

cdn…

 

Jeśli spodobała ci się ilustracja i chcesz dowiedzieć się czegoś o jej autorce kliknij TUTAJ .

Jeśli nie znasz poprzednich rozdziałów przygód Korka i Potworka, kliknij  w:

Rozdział 1 Rodzinka

Rozdział2 Pakowanie

Rozdział3  Podróż 

Rozdział 4 Nad jeziorem

Jeśli chcesz być na bieżąco i nie przegapić następnego rozdziału opowieści, zapisz się na newsletter!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *