O smoku, który nie lubił zielonej pietruszki…

Kamila Posobkiewicz

 

 

Był sobie smok. Na imię miał Smoczyś.  Mieszkał daleko stąd, w jaskini u podnóża bardzo wysokiej góry.

Miał mamę, tatę, starszego brata i siostrę. Jak wszystkie smoki był zielony i posiadał skrzydła. Wprawdzie jeszcze nieduże, ale wierzył, że kiedyś staną się piękne i rozłożyste… Na razie nie potrafił jeszcze  nimi machać na tyle dobrze, żeby wzlecieć na szczyt wysokiej góry, którą codziennie obserwował z łąki. Czasami się poddawał i  smutniał. Zwykle jednak był pogodnym, wesołym smokiem, lubiącym się bawić ze swoim rodzeństwem, Smoczalinką i Smoczyziem. Uwielbiał zabawę w chowanego. Potrafił tak się ukryć, że nikt nie umiał go znaleźć, nawet jego rodzice. Bardzo kochał swoją rodzinę i swój dom- jaskinię, w której czuł się dobrze i  bezpiecznie.Był  prawie taki sam, jak pozostałe  smoki w domu.  Prawie… Różniło go  bowiem tylko jedno – nie lubił jeść zielonej pietruszki, którą wszyscy w rodzinie wprost uwielbiali!

-Synku, jedz, bo to samo zdrowie – tłumaczyła mu mama, nakładając pietruszkę na talerz. – Nie urośniesz, jeśli nie będziesz jeść pietruszki. Twoje skrzydła nie staną się tak silne, by wzlecieć na szczyt góry – pouczała.
 Jednak mały smok nie bardzo mógł sobie z pietruszką  na talerzu poradzić. Wydawała mu się gorzka, kwaśna, szczypała go w język. Była po prostu ble…
 Któregoś dnia zmartwiony tata, Smoczysław, powiedział do mamy.
– Kochanie, musimy coś zrobić, aby nasz syn polubił pietruszkę. Przecież wszyscy ją jemy! – stwierdził. – Dzięki temu mamy piękną, zieloną skórę i mocne skrzydła.
Gdybyśmy jej nie jedli – ciągnął Smoczysław- stalibyśmy się słabymi, malutkimi smoczkami. Nie mielibyśmy też siły zionąć ogniem. A kto widział, żeby smok nie zionął ogniem?
Mama, Smoczanna, przyznała tacie absolutną rację.
Wezwano do Smoczysia  najlepszego w okolicy lekarza. Doktor Pazur obejrzał pacjenta. Zbadał najpierw  jego jedno oko, potem drugie. Następnie zerknął do paszczy, policzył zęby, zajrzał do gardełka i do nosa, nawet do uszu. Stwierdził, że nie widzi  żadnych przeszkód, aby Smoczyś jadł pietruszkę. Nie widział też żadnych oznak choroby, która wyjaśniłaby, dlaczego smok jej jeść nie chce.

Rodzicom nie dało to jednak spokoju. Nadal usiłowali zachęcać synka do zielonych listków warzywa.

Mama nawet piekła ciasteczka z pietruszki, robiła przekąski, kręciła lody, ale Smoczyś jak pietruszki nie lubił, tak nie lubił.
Coraz bardziej za to czuł się samotny. Wydawało mu się, że jest inny niż jego cała rodzina.  Pomyślał, że skoro nie  jest taki jak wszyscy,  to znaczy, że nikt go nie kocha… Postanowił wyruszyć świat i poszukać takiego domu, w którym nie trzeba jeść pietruszki.
 
– Można zjeść przecież  brukselkę albo brokuła – myślał. – Dlaczego musi to być akurat pietruszka?
 Smoczyś wędrował kilka dni i kilka nocy. Poznał nowe ścieżki, łąki, góry i strumyki. Zobaczył to,  czego jeszcze wcześniej nie widział. A że widoki były piękne, w ciągu dnia zapominał o głodzie i samotności. Jednak, gdy zapadał zmrok, czuł się  niepewnie. Szukał jaskini, żeby się schronić. Podgryzał  na kolację  kępki trawy i kwiatków.  Często  myślał o swojej rodzinie, za którą bardzo tęsknił.

 Może wrócę do domu i  spróbuję  polubić pietruszkę? – zastanawiał się, a z jego brązowych smoczych oczu, kapały wielkie jak groszki łzy…

Jednak na samą myśl o pietruszce wzdrygał się, coś skręcało się w jego brzuszku. Całe smocze ciało zaczynało drżeć. Nawet ogon mówił, że nie chce pietruszki. Smoczyś więc porzucał  pomysł i  cicho zasypiał.

Po kilku dniach od wyjścia z domu spotkał dwa zielone pasikoniki, skubiące trawkę w dolinie rzeki.

Smok wcześniej nie widział takich stworzeń.

– Dzień dobry. Kim jesteście? – zapytał.
–  Dzień dobry. Jesteśmy pasikonikami, a ty? – odparł jeden z nich.
– Jestem smokiem, który nie lubi pietruszki – powiedział smutno i zwiesił głowę.
– A co to jest pietruszka?- zapytał drugi pasikonik.
– Nie wiecie?- zdziwił się smok.- To warzywo, od którego ma się zieloną skórę i mocne skrzydła – odparł. – Wy też jesteście zieleni, to chyba ją jecie?
– Nie, my nie znamy tej twojej pietruszki. Jest tyle innych przysmaków – stwierdziły pasikoniki.
– No właśnie pietruszka to przysmak całej mojej rodziny, już od pokoleń. Tylko nie mój – Smoczyś się zamyślił i nawet nie zauważył, że pasikoniki poskakały już dalej.
Jak to jest, że oni mają taki kolor jak ja, a nie jedzą pietruszki? – zaczął się zastanawiać, a idąc dalej w głąb doliny, ujrzał siedzącego na drzewie zielonego ptaszka.
– Cześć ptaszku.  Czy mogę ci zadać pytanie? – zaczął smok.
– Cześć, proszę, pytaj, o co chcesz, mały smoku – odrzekł uprzejmie ptak.
– Widzę, że jesteś takiego koloru jak ja, czy jadasz pietruszkę? – ciągnął smok.
– Nie!  Jem ziarenka, drobne owady, a pietruszki  nawet nie znam. Co za śmieszna nazwa p i e t r u sz k a – zaśmiał się ptak.
– A co robisz, żeby mieć zielone piórka  i mocne skrzydła?
– Nic nie muszę robić, mam je takie z natury – odparł ptaszek i wzleciał na inną gałązkę.
– To masz szczęście – odrzekł smok. – Dziękuję ptaszku. Zatem idę dalej szukać rodziny, w której nie trzeba jeść pietruszki – pożegnał się i ruszył w drogę. Znów miał głowę pełną myśli…

Kiedy się już  zmęczył wędrówką, przysiadł na trawie. Obserwował niebo, rzekę, kwiaty i zastanawiał się nad tym, że tyle jest niezwykłych rzeczy na świecie.

 

 

Wtem na kwiatek przyleciał i cicho usiał motylek, cały zielony z czarną kropką.

Smok bardzo się nim zainteresował, nie widział jeszcze nigdy takiego niezwykłego motyla.
– Dlaczego mi się tak przyglądasz?- zapytał wreszcie motyl nieco zawstydzony wzrokiem smoka.
– O przepraszam, jesteś taki piękny, że nie mogę się nadziwić! – odpowiedział nieco speszony Smoczyś.
– Co tutaj robisz? – ciągnął motyl.
– Odpoczywam.
– A skąd się tu wziąłeś? Nigdy wcześniej cię nie widziałem – pytał dalej motylek.
– Może dlatego mnie nie widziałeś, bo mnie tu nie było. Mieszkam daleko stąd. Poszukuję rodziny, która nie jada zielonej pietruszki…
– Zielona pietruszka? A co to za kwiat?
– To nie jest kwiat, tylko listki warzywa. W moim domu wszyscy ją uwielbiają, tylko ja jej nie lubię – Smoczyś znów zwiesił głowę, jakby czuł się winny, że pietruszka mu nie smakuje.
-Jeśli to nie kwiat, to nie może być smaczny – pomyślał głośno motyl. – Latam sobie tu i tam, ale nie widziałem w okolicy żadnego innego smoka.  Nie wiem, czy taką rodzinę tu znajdziesz.
Smoczyś posmutniał, a po chwili  poczuł się bardzo głodny.
– Muszę sprawdzić, czy trawa wzmocni  moje skrzydła. Może dzięki niej choć trochę urosną? – pomyślał i zjadł trawę w dużej ilości.  Później, machając mocno skrzydłami, próbował wzlecieć. Niestety, chociaż wynik się  nieco poprawiał, wciąż nie dotarł do żadnego szczytu.
Smoczyś obawiał się, że już nigdy mu się to nie uda. Usiadł skulony w małej grocie i zapłakał.
 Po chwili usłyszał nadciągający z góry szelest ciężkich skrzydeł. Wyjrzał na zewnątrz i zobaczył nadlatujące dwa smoki. To byli jego rodzice. Przysiedli na łące i zaczęli szukać swojego synka. Dostrzegli go siedzącego  w grocie.  Pierwsza przybiegła do niego mama.
– Synku! Jesteś! Tak się martwiłam! Nic ci nie jest?  – zawołała Smoczanna, biorąc w objęcia swojego synka. – Jesteś cały i zdrowy?
– Och, mamo. Tak mi przykro! – rozpłakał się mały smok. – To wszystko dlatego, że nie lubię pietruszki – powiedział przez łzy. – Wy wszyscy ją lubicie, więc pomyślałem, że lepiej będzie wam beze mnie. A ja poszukam sobie innej rodziny – wyjaśnił uciekinier.
– Co też ci przyszło do głowy, synku ? ! Nie mielibyśmy cię kochać dlatego, że nie lubisz pietruszki? – zapytała zaskoczona mama.
– Wiem, to nie było mądre- westchnął Smoczyś. -A wiesz, mamo, że  po drodze spotkałem pasikoniki, zielonego ptaszka i motylka z czarną kropką? Nie znali w ogóle pietruszki, a byli zielonego koloru!
-Kochanie, skoro tak bardzo nie lubisz pietruszki, nie będziesz musiał jej już jeść – odezwał się  spokojnie tata. – Każdy z nas jest trochę inny, mamy różne upodobania,  ale wszyscy należymy do tej samej rodziny. I kochamy ciebie takiego, jakim jesteś, synku!
– Dziękuję tato! – Smoczyś wyszeptał przez łzy.
 Smocza rodzinka mocno się przytuliła,  wyściskała, wycałowała, a potem odleciała do swojej smoczej jamy  u podnóża bardzo wysokiej góry. Mały smok wiedział, że jego rodzina jest najlepsza na świecie i że nie będzie już chciał jej zamienić na inną.

 

 
Komentarz :
Często dzieci czują się odrzucone z powodu swojej odrębności od grupy, czy to w przedszkolu czy szkole.  Mając poczucie bycia nieakceptowanym i nielubianym, próbują znaleźć rozwiązanie dla trudnej dla siebie sytuacji. Oczywiście nie muszą od razu opuszczać swojego domu, przedszkola czy szkoły, ale mogą zamknąć się w sobie, opuścić emocjonalnie swoich kolegów. Mogą również być złe na siebie i otoczenie, co może powodować zachowania agresywne.
Nawet, jeśli dorosłym wydaje się, że ” obiektywnie” nie ma powodu do niepokoju, warto z dziećmi porozmawiać o tym, że każdy jest inny i ma prawo taki być, ma prawo być po prostu sobą. A inni ( rodzicie, nauczyciele) powinni to uszanować i nie zmieniać dziecka według własnego uznania. Bajka może służyć jako inspiracja do rozmowy z dziećmi w wieku 4 do 8 lat. 
 Prezenty do pobrania: tekst   do druku,  kolorowanka
oraz obrazek –linie przerywane
 A tutaj znajdziesz  nagranie audio bajki !
 
 
   Chcesz wiedzieć więcej o bajkoterapii?
Dołącz do grupy na fb  bajki opowiadam!
Zapraszam również na zajęcia w Gdyni!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *